Maksymilian Formella, koszykarz Miners Katowice: Na początku to ciężko cokolwiek powiedzieć po takim meczu, bo mnie jeszcze adrenalina trzyma, że tak powiem, ale zacznę od tego, że podziękuję drużynie Resovi. Ja chciałem podziękować za cały zeszły sezon, który tutaj spędziłem. Jest naprawdę miło jest tu wrócić i jeszcze fajnie jest tu wrócić teraz wygranym. Potrzebowaliśmy tego zwycięstwa jak tlenu, bo wszyscy wiedzą w jakim miejscu jesteśmy i myślę, że to jest dobry prognostyk dla nas na ten nowy rok. Z tego miejsca chciałbym wszystkim życzyć tutaj właśnie szczęśliwego nowego roku i zdrowia.
Łukasz Szczypka, trener Miners Katowice: Może inaczej zacznę, bo ostatnimi czasy to my gratulujemy zwycięzcom Wszystkim chciałbym nam pogratulować, a przede wszystkim moim zawodnikom, asystentowi, trenerowi przygotowania motorycznego, naszemu fizjoterapeucie. Wszyscy na to składamy się, na ten wysiłek i na to zwycięstwo, więc mówię pierwszy raz od dawna i mam nadzieję, że częściej na ten nowy rok to nam gratuluję i dziękuję chłopakom za ten wysiłek i za to zwycięstwo. Co do meczu, myślę, że przebieg tak jak wszystkie nasze mecze -gramy takimi falami, albo gramy bardzo dobrze i tracimy przewagę, albo tracimy przewagę i wracamy comebackiem takim, że rzadko się to ogląda w koszykówce naprawdę, jak my potrafimy wrócić do meczu. Dzisiaj znowu tak jak w Kotwicy wygraliśmy mecz, poprawiliśmy końcówkę meczu. Powiem szczerze, ci zawodnicy, którzy mieli zrobić różnicę, zrobili różnicę, wzięli ciężar na siebie, trafiali ciężkie rzuty, trafialiśmy osobiste w końcówce i to dało nam zwycięstwo.
Kacper Młynarski, koszykarz OPTeam Energia Polska Resovii Rzeszów: Na wstępie wypada mi przeprosić naszych kibiców, bo prowadząc dwudziestoma trzema punktami w trzeciej kwarcie, przegrać mecz… nie pamiętam takiej porażki, szczerze mówiąc. Na pewno nie było to niedawno. Bardzo dużo przestrzelonych osobistych. Ciężko mi coś powiedzieć na bieżąco, bo bardzo boli ta porażka. Przegraliśmy zbiórki, dwóch naszych wysokich spadło za pięć fauli. Bardzo nerwowa była atmosfera tego meczu. Parę gwizdków w jedną i w drugą stronę, zrobiło się nerwowo. Straciliśmy wysokich i potem mieliśmy gigantyczny problem. Gratulacje dla Katowic, na pewno dla nich to bardzo ważna wygrana. Musimy zresetować głowy po pierwszej rundzie. Musimy odpocząć fizycznie przede wszystkim, bo te ostatnie mecze dużo nas kosztowały. Chyba to wszystko, co jestem w stanie dzisiaj tutaj powiedzieć.
Z pewnością nie jesteśmy zadowoleni z tej rundy. Myślę, że liczyliśmy przynajmniej na dwa zwycięstwa więcej niż mamy. Mieliśmy dużo pecha z kontuzjami, ale nie chcę tutaj szukać wymówek. Bardzo słaby początek, 0-3 z mocnymi drużynami, potem fajna seria wygranych. Później te problemy zdrowotne. Na pewno niejednokrotnie pokazaliśmy, że możemy grać o coś w tym sezonie. Nie dowieźliśmy kilku meczów, kilka wygraliśmy przegrywając w czwartej kwarcie, jak w Warszawie czy z Inowrocławiem u siebie. Duży niedosyt, na pewno wyniki poniżej oczekiwań. Nie ma co tutaj się mądrować, tylko trzeba powiedzieć wprost, że bierzemy się do pracy i będziemy starali się wygrać więcej meczów w drugiej rundzie.
Marek Zapałowski, trener OPTeam Energia Polska Resovii Rzeszów: Ja też przyłączam się do przeprosin wszystkich, którzy dzisiaj byli w hali. Kibiców Resovii, sponsorów i wszystkich, którzy nam dopingują i chcą, żebyśmy wygrywali mecze. Dzisiaj kontrolowaliśmy to spotkanie przez dwie i pół kwarty. Wiedzieliśmy, jak mamy grać dokładnie. Wiedzieliśmy, jak zdobywać punkty, jak bronić. Okazało się, że nagle straciliśmy moc i nie tylko straciliśmy moc w nogach, ale także w głowie. Dużo niecelnych wolnych, złe decyzje. Rzeczywiście ten mecz był emocjonalny i dużo fauli, takich, niepotrzebnych. Dyskusje z sędziami. Ogromny ból gdzieś tam mamy, bo mogliśmy ten mecz wygrać. Gratuluję drużynie z Katowic. Życzę im jak najlepiej. Dzisiaj pokazali, że są niebezpieczną drużyną i że mogą wygrywać mecze na wyjazdach. Zresztą już dwa takie mecze wygrali, a my musimy być zdecydowanie mądrzejsi, żeby wygrywać takie spotkania, które prowadziliśmy 23 punktami, jak teraz widzę. Nawet nic więcej nie przychodzi mi do głowy, żeby mądrego powiedzieć, bo jestem zły na to, jak ten mecz się skończył. W jaki sposób przegraliśmy to spotkanie. Bo to jest sport, można wygrywać, przegrywać, ale nie można tak tracić głowy i w ten sposób, może nie oddawać meczu, bo chłopcy chcieli, ale w ten sposób doprowadzić do porażki. Nie możemy tak grać, jeżeli myślimy o tym, żeby grać w play-offach..
Ten mecz najbardziej boli, bo prowadziliśmy chyba najwyżej w tym sezonie, 23 punktami mecz, który przegraliśmy i kontrolowaliśmy go od początku do końca. To nie było prowadzenie przypadkowe, tylko przez 2,5 kwarty rzeczywiście wiedzieliśmy, jak mamy grać dokładnie tak, jak powinniśmy. Po czym nagle straciliśmy totalnie moc i to najbardziej boli, dlatego jestem wściekły. Dlaczego? To jest normalne. Nienawidzę przegrywać, a w taki sposób to jest podwójnie więc użyłbym niecenzuralnych słów, ale nie mogę.
Oczywiście jest niedosyt, bo liczyliśmy na więcej. Myślę, że każdy przed tym sezonem liczył na coś więcej po połowie sezonu. Wiedziałem, że początek rundy był bardzo trudny z racji tego, że mieliśmy trudnych przeciwników. Nie byliśmy jeszcze gotowi na to, żeby wygrywać takie mecze, mimo że graliśmy w miarę nieźle. Tak, później rzeczywiście złapaliśmy odpowiedni rytm. Drużyna się odpowiednio zgrała oraz zamknęliśmy pewne rzeczy, które powinniśmy zrobić wcześniej, ale to jeszcze się nie udało. Potem trafiły się kontuzje. Od tych kontuzji tak naprawdę się to zaczęło, ponieważ graliśmy mecz w Łodzi bez Santiago Vauleta, później Cli'ron Hornbeak, później wypad Kacper Młynarski, później Ciechociński, potem znowu Hornbeak, więc te kontuzje mocno nas spowolniły. Mamy też częściowo młody zespół i ta rotacja nie jest długa. Jeżeli nam wypada dwóch zawodników naprawdę kluczowych, mamy ogromny problem i próbowaliśmy się gdzieś tam ratować, ale nie ma co na to zwalać. Walczyliśmy w ostatnich trzech spotkaniach. Dzisiaj też powiedzmy, że prowadziliśmy i walczyliśmy do końca. Musieliśmy zmienić swoją grę, zdecydowanie, ponieważ tutaj Kacper musiał występować na pozycji pięć, co też dla niego nie jest łatwe i musieliśmy zupełnie inaczej grać, więc to nas zabolało. Mimo to walczyliśmy do samego końca, dlatego dzisiaj najbardziej to boli, ponieważ byliśmy praktycznie w całym składzie, oprócz Wojtka Wątroby. Fakt, że i Hornbeak, i Ciechociński trenowali tylko trzy dni po dwóch tygodniach, trzech tygodniach przerwy, więc to też nie pomogło, ale jak widać mogliśmy to i tak wygrać, więc jest ogromny niedosyt. Ja jestem wkurzony, bo nie tak to sobie wyobrażałem, ale tak jest życie, trzeba walczyć dalej. Jeszcze sezon się nie skończył, będziemy starali się poprawić naszą grę i zobaczymy, co się wydarzy w przyszłości.
Graliśmy naprawdę niezły basket w wielu spotkaniach, które przegrywaliśmy. Może nam brakuje trochę takiego cwaniactwa czasami, albo takiego rzucenia się po piłkę, walczenia o piłki 50 na 50, bo tym się wygrywa też mecz i może tego troszeczkę brakuje.
Prowadzimy indywidualne wideo i rozmowy z zawodnikami, więc to się odbywa cały czas, w każdym meczu tak naprawdę, plus zespołowo mamy wideo spotkanie, gdzie zawsze analizujemy grę, więc oczywiście tak. Dzisiaj nie trzeba jakimś wielkim być tutaj teoretykiem koszykówki. Przegraliśmy przez to, że nie trafiliśmy wolnych i nie zachowaliśmy chłodnej głowy przy prowadzeniu, gdzie powinniśmy szanować bardziej piłkę, a my graliśmy szybkie akcje, rzucaliśmy szybkie rzuty, zupełnie niepotrzebnie, przez ręce, bez głowy, totalnie, więc koszykarsko przez dwie i pół kwarty prezentowaliśmy się bardzo dobrze. Na pewno jesteśmy zmęczeni, to też jest wpływ tego, ale z drugiej strony prowadząc 23 punkty nie możemy przegrać takiego spotkania, więc to jest normalne. Będziemy rozmawiać, wiadomo, że to zawsze jest, więc jak po każdym meczu, wygranym czy przegranym.
