Jan Malesa: Takie rzeczy nie mogą się zdarzać

,

Lista aktualności

Jan Malesa: Takie rzeczy nie mogą się zdarzać

Bez niespodzianki w Łodzi - ŁKS Coolpack zakończył pierwszą rundę sezonu zasadniczego zwyciestwem nad KKS Polonią Warszawa i na pólmetku rozgrywek zajmuje pozycję lidera tabeli. Oto co o tym spotkaniu powiedzieli przedstawiciele obu drużyn. 

Obraz

,

 

David Torrescusa, trener KKS Polonii Warszawa: Przede wszystkim gratulacje dla Łodzi, myślę, że zasłużyli na zwycięstwo, tu nie ma o czym mówić, gratuluję. Grają bardzo dobrze, tworzą świetną drużynę, wyglądają na faworytów do zwycięstwa w lidze, awansu. Rozmawialiśmy nad naszym planem na ten mecz, moim zdaniem przez wiele minut realizowaliśmy go dobrze. Zaczęliśmy ten mecz dobrze, po pierwszej kwarcie różnica wynosiła tylko dwa punkty, nie było złych emocji, robiliśmy to nad czym pracowaliśmy. Później coś się stało chyba w warstwie mentalnej, przestaliśmy grać dobrze, było takie pięć minut w drugiej kwarcie, gdzie rywale zaliczyli serię punktową. W meczu przeciwko topowej drużynie ligi to oznacza porażkę. W drugiej połowie walczyliśmy, toczyliśmy wyrównaną walkę, pewnie wynik tej części gry był bliski remisu. To na czym musimy popracować to mentalność, by przez pełne 40 minut grać solidnie, równo. To według mnie było dziś kluczowe. Gdy przestajesz grać, wyłączasz się na pięć minut mierząc się z drużyną tego pokroju, bardzo trudno wrócić do gry o wygraną.

Jan Malesa, koszykarz KKS Polonii Warszawa: Gratulacje dla drużyny z Łodzi, dla trenera Roberta. Dużo rzeczy chciałbym powiedzieć, ale zostawię to do szatni, bo musimy zrobić jako drużyna krok naprzód na pewno. Wiemy jaką mamy specyfikę drużyny, mamy młodą drużynę i żeby zrobić krok w przód, tak mamy zbudowany zespół, my nie możemy grać na 100%, żeby przeciwstawić się drużynie, takiej jak Łódź. My musimy grać na 110-120%, każdy musi dać coś ekstra. Tego dzisiaj brakowało. Nie możemy dać drużynie z Łodzi skakać nam po głowach. To wyglądało, na zbiórce oczywiście, jakby grała drużyna z innej ligi. Skakali nam po głowach, zbierali nam piłki. Dużo błędów stricte scoutingowych. Jeżeli mamy shootera, to podejdź do niego. Jeżeli jest nierzucający zawodnik, to nie podchodzić. Nie dać się minąć na closeout. Wiem, że mamy młodą drużynę, ale żeby zrobić krok w przód, to musimy zacząć od tych małych rzeczy.

Jest dużo takich sytuacji, że jeżeli nie idzie nam atak, to my zamiast wrócić, zrobić solidną obronę, to my chcemy oddać za wszelką cenę w ataku. Zamiast skupić się na obronie. Było dużo sytuacji, że nie trafiliśmy jakiegoś rzutu, albo nawet trafiliśmy i Łódź podawała przez całe boisko, a my nie zrobiliśmy żadnego faulu, nie wróciliśmy do obrony i rzucali zwykłe layupy. Takie rzeczy nie mogą się zdarzać, jeżeli chcemy rywalizować z taką drużyną jak ŁKS.

Jakub Motylewski, koszykarz ŁKS-u Coolpack Łódź: Jest zwycięstwo w Nowym Roku, więc dobrze, że tak zaczęliśmy. Szczerze to nie wiem co powiedzieć, bo zagraliśmy dobry mecz. Mieliśmy założenia przed tym meczem jak zatrzymać poszczególnych graczy i cały zespół. Mieliśmy kilka problemów w ataku w pewnym momencie, ale wyszliśmy z tego obronną ręką i jest zwycięstwo. To jest najważniejsze. Nasz cel się nie zmienia i idziemy wygrać tę ligę.

Cieszę się, że po tych pięciu, sześciu tygodniach wróciłem. Jeszcze trochę pracy przede mną, jeżeli chodzi o to zdrowie. Wiadomo, że trzeba na to uważać, bo takie wejście po takiej kontuzji, gdzieś gwałtowne w mecz, w treningi może być zgubne. Na szczęście tutaj tego nie było, wszystko fajnie, pracowaliśmy, za co dziękuję też moim trenerom, Ferowi, Karolinie, Dexterowi i Kubie, bo wykonali naprawdę mega robotę i gdyby nie oni, to tak naprawdę myślę, że jeszcze nie byłbym w stanie grać.

Myślę, że zawsze byłem takim zawodnikiem, który nie szuka gdzieś punktów gry dla siebie, zawsze gram dla drużyny i tak jak trener powiedział, najważniejsza jest drużyna i te statystyki indywidualne dla mnie odchodzą na boczny tor. Chcę dobrze bronić, pomagać drużynie i zbierać piłki. Dzisiaj tylko jedna zbiórka, następnym razem będzie więcej.

Wiemy, że jesteśmy liderem i każdy będzie chciał nas pokonać, więc musimy pracować, być skupieni i walczyć.


Robert Skibniewski, ŁKS-u Coolpack Łódź: Tak jak Kuba wspomniał, chcieliśmy dobrze wejść w ten Nowy Rok, szczególnie po fatalnym naszym występie w Lesznie. Cieszę się jak drużyna zareagowała, z jaką energią i entuzjazmem weszła w to spotkanie. Bardzo się cieszę, że po pięciu tygodniach nieobecności wrócił do nas Kuba Motylewski. Marcel Ponitka odczuwa jeszcze delikatne skutki tej kontuzji, która zdarzyła się podczas meczu z Łańcutem. Poza tym chciałem od siebie nawiązać do ostatniego meczu, że ten okres świąteczny, noworoczny jest zdradliwym okresem. Te dwa, trzy tygodnie wkrada się taka niepewność, tęsknota za domem graczy, którzy są spoza naszego miasta. Cieszę się, że już jest to za nami. Nawiązując do początku, miałbym powiedzieć, że dobrze weszliśmy w ten rok i mam nadzieję, że tak będzie to wyglądało dalej, bo czekają nas ciężkie mecze. Fajnie, że zakończyliśmy pierwszą rundę na pierwszym miejscu. Z tego miejsca chciałbym złożyć życzenia urodzinowe naszemu prezesowi Kubie Urbanowiczowi - prezesie wszystkiego najlepszego. Myślę, że prezes ma tT

To jest też koszykówka. Drużyny do nas inaczej podchodzą, więc te mecze mogą wyglądać różnie, to jest jedna rzecz. Druga rzecz, przy jednej trafionej trójce, w pierwszej połowie, w pierwszych dwudziestu minutach, jaki widział wynik? Ile punktów zdobyliśmy? 49, więc praktycznie 50 punktów można nam w przybliżeniu powiedzieć, przy jednej trafionej trójce. To też pokazuje, że drużyna w porównaniu do meczu w Lesznie wyciągnęła wnioski, atakowała pomalowane, penetrowała w trumnę. Szukaliśmy też graczy ustawionych blisko kosza, żeby umożliwić im grę tyłem do kosza. To wykorzystywaliśmy. Lepiej dzieliliśmy się piłką, ale dla mnie najważniejsza była intensywność. Gracze grali na 100%, prosili o zmianę, byli zmęczeni, nie kalkulowali, nie chowali się. Ten nasz skład jest szeroki i chcemy z tego korzystać. Nie chcemy opierać gry tylko na pięciu graczach, którzy grają po 30 plus minut, a reszta sobie obserwuje meczy z ławki. Nie, każdy jest ważny. Nawet Piotrek Keller, który zagrał trzy minuty, czy Edziu Miller, który nam bardzo mocno pomaga w treningu. To samo się tyczy Jędrka Musiała. Wracając do tego, jak koszykówka wygląda, to tutaj siedzi Kuba Motylewski, który spędził na parkiecie niespełna 10 minut, zdobył 4 punkty, miał jedną zbiórkę. Jeżeli sprawdzimy statystykę, to więcej byśmy się mogli spodziewać od Kuby, ale dla mnie najważniejsze jest to, że z nim na parkiecie drużyna była najlepsza. Największy był plus minus, wskaźnik i to są moje statystyki, bo cel mamy jeden wspólny jako drużyna, czyli wygrać ligę. Walczymy o awans do ekstraklasy, zrobić ostatecznie ten awans. I na końcu dnia, czy zdobędę 2 punkty, czy 22, będę mistrzem pierwszej ligi, który zrobił awans. Dla mnie to jest najważniejsze. Statystyki indywidualne schodzą na boczny plan. Najważniejsze jest dobro drużyny.

Ta liga jest z roku na rok mocniejsza, przepis o dwóch obcokrajowcach dużo zmienia. Dużo graczy z ekstraklasy zeszło do pierwszej ligi, co automatycznie podniosło poziom ligi, mamy 17 drużyn i każdy chciałby grać w play-off. Ok, Żubry mają swoje problemy, walczą teraz o jak największą ilość zwycięstw, żeby się utrzymać w tej lidze, ale bez względu na to, czy ma się najwyższy budżet, czy najniższy budżet w tej lidze, każdy chce walczyć o play-offy.

Bycie trenerem w pierwszej lidze na ten moment jest trudne. Łatwiej zwolnić trenera, który przegra 3-4 mecze i tyle. Każdy prezes ma swoje oczekiwania, bez względu na to jaki jest budżet drużyny, bo trudno jest znaleźć nowych graczy, trudno jest sprowadzić Polaków. Już kiedyś o tym rozmawialiśmy, że jeżeli drużyny ekstraklasowe mają problem, to tym bardziej drużyny pierwszoligowe, ale cieszę się, że mamy świadomych graczy, że w ŁKS występują głodni zawodnicy, którzy chcą zdobyć ten sukces z ŁKS i ostatecznie wygrać tę ligę. To jest na pewno powód, dla którego codziennie z entuzjazmem przychodzę rano do pracy.

Co do najbliższego rywala, to w Noteci nastąpiła zmiana trenera. Z tego, co zrozumiałem po konferencji prasowej w Kołobrzegu, trener Szubarga będzie szukał jakichś roszad na pozycji rozgrywającego. Tak ja to zrozumiem, może się mylę. W poprzednich sezonach drużyny, które awansowały, czyli Krosno, Górnik Wałbrzych kończyły sezon zasadniczy z 8-9 porażkami, więc tutaj ten margines jest dosyć duży. To jest jedna sprawa. Druga sprawa, też nie zapominajmy, że troszeczkę szczęścia też mieliśmy. Mecz z WKK czy z Opolem w ostatnich sekundach, więc pokornie pracujemy dalej. Też dziękujemy za to szczęście, bo jest potrzebne w sporcie i patrzymy na siebie. Pracujemy, próbujemy to wszystko połączyć, żeby ci gracze fajnie wyglądali na parkiecie, żeby byli połączeni, mieli wspólny cel, o czym już niejednokrotnie mówiłem, a ostatecznie przynosiła radość tym kibicom, którzy coraz liczniej pojawiają się tutaj w „Ziunie” i za co im bardzo dziękujemy, bo to też jest dla nas motywujące i budujące, że chętnie przychodzą na nasze mecze.