Jakub Bereszyński, Zawodnik Weegree AZS Politechniki Opolskiej: Przede wszystkim chciałbym podziękować i pogratulować drużynie ze Stargardu. Co tu mogę dużo powiedzieć? W pierwszej połowie walczyliśmy jak równy z równym. Nie baliśmy się drużyny PGE Spójni. Wyszliśmy na drugą połowę, oddaliśmy kilka niecelnych rzutów, a przeciwnicy trafiali. Wynik niestety zaczął nam odjeżdżać i skończyło się tak, jak się skończyło.
Paweł Turkiewicz, trener Weegree AZS Politechniki Opolskiej: Cóż, gratuluję drużynie ze Stargardu zwycięstwa. Tak jak Kuba powiedział, w pierwszej połowie walczyliśmy jak równy z równym. Był też niestety taki moment, kiedy rywale wyszli na prowadzenie. Mogę tylko żałować, że ten przebieg meczu nie wyglądał inaczej. Zawodnicy wchodzący z ławki przez piętnaście akcji z rzędu zdobyli tylko dwa punkty z rzutów osobistych. Daliśmy drużynie gospodarzy możliwość powrotu do gry, a przecież mierzyliśmy się z bardzo mocnym przeciwnikiem. To wpłynęło na całą sytuację. W przerwie było dużo motywacji, natomiast motywacja motywacją, ale trzeba ją pokazać na boisku. Po raz kolejny powtarzam: trzeba trafiać do kosza. Na początku drugiej połowy znowu mieliśmy dziesięć akcji, w których przeciwnik zdobywał może nie tyle łatwe punkty, ile my nie potrafiliśmy odpowiedzieć. I tyle. Tak to się kończy. Na razie cel mamy prosty – musimy się utrzymać. Źle zaczynamy ten sezon i zawodnicy wiedzą o tym, że żeby coś z tego wyszło, trzeba dać z siebie więcej. Na tym się skupiamy. Mam nadzieję, że w każdym kolejnym meczu będzie lepiej. Trzeba w to wierzyć i trzeba mieć nadzieję.
Aleksander Jęch, zawodnik PGE Spójni Stargard: Chciałbym podziękować drużynie z Opola. Pomimo końcowego wyniku w pierwszej połowie postawili nam naprawdę bardzo trudne warunki. Chciałbym też podziękować kibicom za to, że nas wspierali, nawet kiedy przegrywaliśmy dwunastoma, a może nawet czternastoma punktami. W pierwszej połowie mieliśmy problem ze zbiórkami rywali w ataku. W drugiej połowie to poprawiliśmy i pomogło nam to odjechać z wynikiem oraz utrzymać prowadzenie do końca.
Marek Popiołek, trener PGE Spójni Stargard: Myślę, że kibice obejrzeli dzisiaj ciekawy mecz, bo rzeczywiście miał on różne odsłony. Koniec końców zdobyliśmy 105 punktów i mieliśmy 27 asyst. Takie mecze podobają się kibicom i budują zespół, bo jest sporo gry kolektywnej. Wielu graczy zdobywa punkty, wielu graczy ma udział w grze. Olek już trochę powiedział na temat meczu. Zaczęliśmy bardzo źle, jeżeli chodzi o zbiórkę defensywną. Nieźle realizowaliśmy nasze założenia zespołowe w obronie, ale dawaliśmy rywalom dodatkowe posiadania, po których padały również rzuty za trzy punkty. Była trójka Krzymińskiego, były trójki Campbella. To bardzo podbudowało gości, a nam nie pozwalało rozwinąć skrzydeł. Mamy już doświadczenie w tym sezonie. Nie pierwszy raz przegrywamy na początku meczu. Nie panikowaliśmy, tylko staraliśmy się realizować swoje założenia. Druga połowa była w naszym wykonaniu znacznie lepsza. To państwo widzieli. Trzecia kwarta rozstrzygnęła wynik tego meczu. Cieszę się, że wszyscy nasi gracze zdobywali punkty. Gracjan Marcinowicz zaliczył debiut, więc to też taka rzecz, którą wiem, że kibice bardzo doceniają. Nie chodzi tylko o zdobyte punkty. On tam ładnie wyszedł z podwojenia, nie stracił piłki, dobrze się zachował. Wiem, że kibice nawet klaskali w tym momencie. W Stargardzie naprawdę znacie się na koszykówce i dlatego fajnie się tutaj pracuje. Drużynie z Opola życzę powodzenia, bo na każdy taki projekt, w którym jest wielu ciekawych młodych graczy, patrzę z pewną sympatią. Na pewno trener Turkiewicz będzie miał pomysł na to, jak odwrócić tę sytuację. My oczywiście mamy potężny materiał do analizy, bo tak jak Olek powiedział, wiele rzeczy nie działało nam w pierwszej połowie. Za późno wrzuciliśmy ten wyższy bieg, który rozstrzygnął o spotkaniu. Koniec końców jest czwarte zwycięstwo z rzędu. Dziękuję kibicom za wsparcie i zapraszam na kolejne mecze. Zanim jednak zagramy ponownie u siebie, czekają nas dwa mocne wyjazdy. Działamy krok po kroku. Teraz po krótkiej analizie i odpoczynku będziemy przygotowywać się do meczu w Krośnie, który będzie dla nas bardzo wymagający.
Igor Wadowski miał uraz przeciążeniowy. Pewne bóle pleców pojawiły się u niego już przed meczem w Poznaniu. Tam jeszcze udało nam się doprowadzić go do stanu, w którym mógł zagrać. Rozpoczął też z nami cały mikrocykl treningowy w tym tygodniu, ale niestety ból ponownie się odezwał, dlatego musi przejść poważniejsze, kompleksowe badania. Odbędą się one w poniedziałek i wtedy zobaczymy, jak poważna jest sytuacja.
Pewne nasze zachowania były nie do zaakceptowania. Pierwsze cztery czy pięć zbiórek ofensywnych zespołu z Opola – to było coś, na co nie mogliśmy pozwolić. Do tej pory mieliśmy dobre wskaźniki zbiórek w każdym spotkaniu. Jeżeli którykolwiek z naszych graczy pomyślał, że można dzisiaj zlekceważyć przeciwnika, to była gruba pomyłka. Myślę jednak, że tak nie było. Ostatecznie na konferencji prasowej reprezentuję swoich koszykarzy i oni dzisiaj pokazali, że potrafią bardzo dobrze grać. Początek nie był w naszym wykonaniu udany i mam nadzieję, że wszyscy w drużynie byli z tego powodu zdenerwowani.
Dużo mówi się o koszykarzach i bardzo dobrze, bo oni są najważniejszymi aktorami tego widowiska. Kibice przychodzą oglądać koszykarzy na boisku, nie trenerów i nie sędziów. Natomiast żeby rozwijać dobrych koszykarzy, potrzeba również dobrych trenerów. Jestem człowiekiem dosyć otwartym, jeżeli chodzi o takie sprawy. Sam bardzo skorzystałem z możliwości oglądania pracy innych szkoleniowców. Dzięki znajomości z Mateuszem Ponitką mogłem organizować wyjazdy do Belgii i Hiszpanii, gdzie obserwowałem treningi. Kiedyś miałem trudniejszy moment w karierze trenerskiej, bo zostałem zwolniony z jednego z klubów. Zadzwonił wtedy do mnie Žan Tabak i zaprosił mnie na treningi Trefla Sopot. Pojechałem. Nie zaszkodzi nikomu oglądanie treningów innych trenerów. Myślę, że warto szukać takich okazji, jeżeli chce się rozwijać. Niektórzy trenerzy przychodzili oglądać nasze treningi i nam pomagać. Być może dla wielu z nich było to łatwiejsze w sierpniu. Rzeczywiście mieliśmy wtedy wsparcie i miłe wizyty. Ja po prostu ponawiam zaproszenie. Jeżeli ktoś w klubie chce przyjść, jestem bardzo otwarty. Chciałbym, żeby kiedyś, kiedy nie będę już tutaj trenerem, coś po mnie zostało. Myślę, że mamy fajne relacje z wieloma trenerami drużyn młodzieżowych. Staram się śledzić ich wyniki i współpracować z nimi. Tak było choćby w zeszłym sezonie z trenerem Mateuszem Rujem, który prowadził drużynę drugoligową.
Warto wspomnieć również o Michale Trypuciu. Nie pracuję sam i jestem bardzo zadowolony ze sztabu, który mamy w moim drugim roku pracy w klubie. Jest bardzo zgrany, ludzie wiedzą, co mają robić. Myślę, że robimy postępy, a nasza praca została w tym sezonie przeniesiona na nieco wyższy poziom. Trener Trypuć jest jedną z najbardziej zasłużonych osób dla młodzieżowej koszykówki w Stargardzie. Ma kontakt z trenerami i wielokrotnie na moją prośbę zapraszał ich na nasze treningi. Nie jest tak, że nikt nie przychodził. W sierpniu trenerzy pojawiali się częściej, ostatnio rzadziej, ale zaproszenie jest aktualne.
Warto też wspomnieć, że Kuba Wojdak nie był dzisiaj w składzie, ponieważ grał w drugiej lidze na podstawie umowy szkoleniowej z zespołem z Gorzowa Wielkopolskiego. Nie zdążyłby wrócić na nasze spotkanie.
My jako trenerzy mamy sprawić, żeby drużyna dobrze grała. Są do tego różne narzędzia. Coś funkcjonuje albo nie. Mógłbym przez całe spotkanie siedzieć na ławce i obserwować koszykarzy. Jeżeli graliby dobrze, wszyscy powiedzieliby, że to odpowiedni sposób prowadzenia drużyny. Kiedy coś nie idzie, próbujemy różnych narzędzi, żeby zespół zaczął grać lepiej. Przeanalizuję sobie, czy po tamtej przerwie rzeczywiście zaczęliśmy grać lepiej. Na pewno nie od razu. Nie było drastycznej zmiany, może chwilowa poprawa. Największa poprawa nastąpiła między drugą a trzecią kwartą. Myślę, że wtedy słowa, które powiedzieliśmy sobie w szatni, trafiły do zawodników. Zaczęli grać bardzo dobrze i z tego jestem zadowolony.
W tym momencie mamy trzech graczy, którzy mogą występować na pozycji numer pięć. Każdy z nich jest dla nas bardzo użyteczny. Nie chcę, żeby Piotr Niedźwiedzki grał w sposób, który jest dla niego nienaturalny. Nie chcę, żeby zatracił swoje atuty. To zawodnik, który lubi kontakt, cały czas jest blisko rywala. Swoimi warunkami fizycznymi i sposobem gry sprawia, że czasami trudno go powstrzymać. Sędziowie również mają trudne sytuacje do oceny – kto fauluje, kto pociąga. Różnie z tym bywa. Cieszę się, że Piotrek jest dla nas bardzo produktywny. Czasami te dwanaście, czternaście czy szesnaście minut, które rozegra, bardzo dużo zmienia w meczu. Naszym rozwiązaniem było zakontraktowanie kolejnego środkowego, czyli Silasa Sundaya, a także zawodnika mogącego grać na pozycjach cztery i pięć – Olka Jęcha. Olek gra bardzo równo i jestem z niego bardzo zadowolony. W meczu z Polonią Bytom, kiedy nie było Niedźwiedzkiego i Silasa, na pozycji numer pięć grał również Jarek Mokros. Wymagam od zawodników pełnego poświęcenia i twardej gry. Czasami faule po prostu występują i są konsekwencją takiego stylu.
Z Piotrem Niedźwiedzkim i Szymonem Szmitem teraz wszystko jest dobrze. Rzeczywiście były mikrourazy związane ze stawami skokowymi u obu zawodników. Są już doprowadzeni do stanu, w którym mogą grać na odpowiednich obrotach. Minuty Szymona zostały być może trochę ograniczone, żeby miał czas na stopniowe wejście w zespół.
Do Krosna planujemy wyjechać w piątek, żeby dotrzeć na miejsce nawet późnym wieczorem, ale mieć całą sobotę na aklimatyzację, trening i przygotowanie do spotkania. Mecz rozegramy w niedzielę.
Nie oceniam Silasa Sundaya wyłącznie przez pryzmat czterech kolejek, zwłaszcza że w jednej z nich nie wystąpił. Oceniam cały jego pobyt tutaj od samego początku i jestem z niego zadowolony. Wiem, że ma ogromne możliwości. W wielu meczach dawał nam to, czego od niego potrzebowaliśmy. Myślę, że jego wskaźniki zbiórek i blokowanych rzutów wyglądają naprawdę dobrze. Dosyć szybko przestawia się również na europejski sposób grania. Warto podkreślać, że jest to dla niego duże wyzwanie. Nie oczekiwałem od niego cudów. Na razie jest bardzo wartościowym zmiennikiem Piotra Niedźwiedzkiego i jestem z niego zadowolony. Dzisiaj miał słabą pierwszą połowę, podobnie jak wielu innych graczy naszego zespołu, ale w drugiej zagrał solidnie. Pokazał, że potrafi grać dobrze.
Wejście Gracjana mogło nastąpić wcześniej, była taka możliwość, ale taka była moja decyzja. Prowadzenie całego zespołu wiąże się z wieloma zadaniami. Mamy szeroki skład. Dzisiaj nie grał Igor Wadowski, ale mamy też innych zawodników, którzy muszą wykonywać swoje zadania. Przede wszystkim trzeba dobrze grać i wygrywać. Jeżeli wygrywać, to dobrze byłoby również wygrywać wysoko. Mamy nowych graczy, którzy nie mają jeszcze dużego doświadczenia w naszym systemie, jak na przykład Simeon Cottle. W drugiej połowie staraliśmy się tak rotować składem, żeby pogodzić bardzo dobrą grę i wysokie zwycięstwo z wprowadzaniem kolejnych zawodników. Czasami grali nawet trochę nie na swoich nominalnych pozycjach. Prowadziliśmy ten mecz do końca tak, żeby każdy zawodnik mógł z niego skorzystać. Gracjan zadebiutował i rozegrał nieco ponad trzy i pół minuty. Wywiązał się ze swoich zadań dobrze. Komuś może się to nie podobać albo ktoś może mieć inny pomysł, ale to ja jestem tutaj trenerem i na razie ja podejmuję decyzje sportowe.
Według mnie młodymi zawodnikami w naszej drużynie są również Cottle, Jęch, Siembiga i Szmit. Mamy dosyć dobrą równowagę pomiędzy doświadczeniem a zawodnikami, którzy są w najbardziej produktywnym wieku, jak na przykład Glasper, który ma 28 lat, oraz tymi, którzy dopiero się rozwijają. Gracjan jest pewnie zadowolony, że otrzymał dzisiaj szansę. Solidnie z nami trenuje, łączy to z nauką i z tego, co wiem, dobrze się uczy. To bardzo fajny chłopak, który zrobił już chyba więcej, niż od niego oczekiwano. Przecież w zeszłym sezonie nawet w drugiej lidze nie odgrywał aż tak istotnej roli, a poczynił duże postępy i jest teraz w tym miejscu.
.
