Michał Samolak, koszykarz Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Na wstępie chciałem podziękować drużynie z Rzeszowa za stworzenie naprawdę fajnego widowiska w pierwszym meczu jak i również naszym kibicom, którzy dojechali do Rzeszowa i byli z nami obecni. Jak to pierwszy mecz, taki nerwowy początek z naszej strony. Pierwsza kwarta, gdzieś tam nie mogliśmy się odnaleźć, ale bardzo szybko się zaaklimatyzowaliśmy i zaczęliśmy naszą grę, czyli po prostu bieganie do kontrataków, z czego w meczach przedsezonowych bardzo dobrze w tym wyglądamy. Biegamy niczym szerszenie do kontry i myślę, że to będzie nasza taka główna siła w tym sezonie.
Rafał Frank, trener Datzzy Kotwicy Port Kołobrzeg: Tak samo dziękuję trenerowi gospodarzy i zespołowi z Rzeszowa za walkę, za zaangażowanie. Oczywiście na koniec bardzo się cieszymy ze zwycięstwa i tu gratulacje dla moich chłopaków. Przede wszystkim to, co powiedziałem też w szatni, cieszy to, że mimo, że na początku źle weszliśmy troszkę w mecz, byliśmy bardzo blisko tych rzeczy, które chcieliśmy wykonać. Troszkę detale nam się zepsuły i zabrakło tej konsekwencji, więc ten początek był troszkę taki ciuteńkę nie po naszej myśli, ale weszliśmy szybko w mecz, zaczęliśmy egzekwować to, co mieliśmy założone i bardzo się z tego cieszę. To, co powiedziałem moim chłopakom, że zawsze błędy się popełnia w meczu, to jest w ogóle mecz inauguracyjny więc może być inna energia, troszkę presja, ale zawsze lepiej robić błędy w wygranym meczu niż w przegranym. I z tego powodu bardzo się cieszę. Wracamy do Kołobrzegu, będziemy pracować nad tymi detalami, które gdzieś tam szwankowały, ale przede wszystkim jest zwycięstwo. Zaczynamy od 1-0 i wracamy do Kołobrzegu, przygotowujemy się do kolejnego meczu i nie liczymy na nic innego, tylko zwycięstwa z Polonią Warszawa.
Mamy troszkę doświadczonych graczy, którzy chcą grać dla zespołu, będziemy dzielić się piłką i wykorzystywać słabości rywala w danym momencie, w danym meczu więc to na pewno będzie różnie wyglądało w sezonie i tu nie będzie zdecydowanych liderów. My chcemy wygrywać jako zespół, więc w jednym meczu ten rzuci więcej punktów, w drugim następny. Nie ma to kompletnie znaczenia. Naszym głównym celem jest praca zespołowa i wygrywanie jako zespół kolejnych meczów.
Do ostatniego gwizdka, do ostatniej minuty się walczy, trzeba być skoncentrowanym, żeby grać 40 minut. Nawet jeśli ta przewaga wygląda na wystarczającą moment, błąd, drugi błąd, trzeci błąd, mogą być kolejne rzeczy, zupełnie inaczej wychodzić. Pięć, dziesięć punktów to jest moment w koszykówce, więc wydaje mi się, że trzeba być skoncentrowanym do każdego posiadania. Zresztą my się uczymy jak grać 40 minut, chcemy starać się jak najrówniej grać 40 minut i nad tym będziemy pracować. Każdy zespół ma swoje mankamenty, nikt nie jest perfekcyjny.
Widzimy, co mamy do poprawy, będziemy się poprawiać z każdym kolejnym treningiem, więc tutaj nie ma co wchodzić w jakieś szczegóły. Odnośnie Mateusza Kaszowskiego, liczymy na to, że jeżeli nie na ten mecz z Polonią, to w następnym, kolejnym jednym lub drugim meczu najbliższym już wystąpi. Mam nadzieję, że wróci do zespołu, oczywiście też nie chcemy tego forsować, ale już jest bardzo blisko. Tak samo Alan Czujkowski, nie chciałbym o nim zapomnieć, to jest dwóch graczy, którzy mają jakieś tam jeszcze urazy, ale bardzo już jest krótki okres czasu, gdzie będą mogli wrócić do zespołu i ich energia, ich zaangażowanie na pewno da nam jeszcze więcej możliwości i jeszcze polepszą atmosferę, którą mamy superową. Wszyscy chcą razem się wspierać, nikt nie jest egoistą, każdy próbuje zrobić to, co ma wykonywać. Staramy się pomagać nawzajem i wydaje mi się, że tylko w tym kierunku idziemy. Nie chcemy cieszyć się tylko ze zwycięstwa, tylko chcemy po prostu pracować i być lepszym zespołem z każdym dniem.
Grzegorz Grochowski, koszykarz OPTeam Resovii Rzeszów: Zacznę od gratulacji dla zespołu z Kołobrzegu, bo zasłużyli dzisiaj na pewno na zwycięstwo. Postawili solidne warunki, na które nam było ciężko odpowiadać w pewnym momencie. W pierwszej kwarcie jeszcze się trzymaliśmy jakoś i myślę, że to wyglądało całkiem nieźle. Troszkę później zabrakło siły. Myślę, że zdecydowanie możemy stwierdzić, że powrót do obrony dzisiaj był naszą największą bolączką. W statystykach jest tutaj napisane tylko 12 punktów Kotwicy z szybkiego ataku. Wydaje mi się, że trochę było tego więcej. Zdecydowanie musimy to poprawić, bo tutaj nas mocno pokarali. Mamy swoje problemy, aczkolwiek nie będziemy na to zwalać winy. Ciśniemy dalej, walczymy, trenujemy dalej. To jest jeden mecz i za tydzień będziemy gotowi na Inowrocław.
Przemysław Łuszczewski, trener OPTeam Resovii Rzeszów: Dobrze Grzesiek powiedział, że trenujemy dalej, tylko ciężko nazwać to trenowaniem przez dwa tygodnie, bo często nie mieliśmy ośmiu ludzi, żeby zagrać cztery na cztery. Ciężko, nawet taki głupi powrót do obrony, wydaje się głupi. Ciężko cały czas mieć w głowie, jeżeli przez dwa tygodnie, no oczywiście w meczach o Mistrzostw Podkarpacia graliśmy dwa mecze, ale ciężko to na treningu zrobić, jeżeli mogliśmy zagrać cztery na cztery na jeden kosz, ze względu na urazy nawet tych graczy, którzy tutaj u nas, znaczy którzy dzisiaj grali i sporo nawet grali, więc pewnie to jest tym spowodowane, że jeśli się biega na dwa kosze, na dwa kosze można grać, no to jest w głowie nawet taka, no jest ta pamięć, że po każdym rzucie trzeba wrócić do obrony i tego nie mogliśmy nawet zrobić więc to jest pewnie przyczyną tego, że tyle punktów, łatwych punktów z szybkiego ataku czy z transmisji zespołu Kotwicy. Oczywiście było kilka błędów taktycznych, na które zwracaliśmy uwagę, no jakoś mogliśmy się przygotować, mieliśmy jakiś materiał wideo zespołu Kotwicy, ale wiadomo, no to nie wystarczyło. Powiedział Grzesiek, mamy swoje problemy, tylko że te problemy trwają już nie wiem ile tygodni.
Nie byliśmy zdrowi od początku przygotowań, Grzesiek doszedł do nas, przez chwile było nas dwunastu, przez pierwsze parę dni na zgrupowaniu, a nie w sezonie przygotowawczym. To są największe, myślę, problemy, bo co można stwierdzić, no jeżeli nie mamy ani jednego gracza z pozycji numer dwa, znaczy oczywiście jest Grzesiek Ząbczyk, który bardzo fajnie wkomponował się w zespół, jeżeli nie mamy Saszy Mishuli i Filipa Zegzuły, którzy są potencjalnymi naszymi strzelcami, no to mamy większy problem na pewno ze zdobywaniem punktów, no bo to wiadomo, że pozycja numer dwa jest bardzo ważna. Brakuje nam również dobrego strzelca Kacpra Młynarskiego, o czym dokładnie wszyscy wiemy, tutaj w Rzeszowie i brak jeszcze Kacpra Margicioka więc bez czterech tak naprawdę bardzo ważnych, kluczowych graczy zagraliśmy dzisiaj mecz i jestem dumny z chłopaków, którzy te minuty dostawali, bo na pewno zostawili serce na boisku.
To był pierwszy mecz w sezonie. Zawodników też taktykę, czy w ataku, czy w obronie na drużynę przeciwną też się ustala jakąś, ale powiem szczerze, że była zawężona oczywiście rotacja. Grzesiek Ząbczyk też jest bardzo dobrze rozwijającym się zawodnikiem, ale widzieliśmy, że jeszcze fizycznie na poziomie pierwszej ligi czasami ma gdzieś tam jakieś swoje problemy I musieliśmy podjąć pewne ryzyko. Zawodnicy zapominali czasem zagrywek przeciwnika, przez to zdobywali punkty, ale tutaj nie bym się nie czepiał, ja po prostu jestem bardziej takim, staram się dużo razy powtarzać i dużo razy wchodzić w zagrywki przeciwnika, upieram się zawsze przy tym, żeby to było tak, jak ja bym chciał, bo myślę, że już tyle, będąc wiele lat w tej lidze znam też i przeciwników, jeśli chodzi o zawodników indywidualnie i też nawet taktykę zawodnika, taktykę trenera Franka, więc tutaj bym się mógł do czegoś przyczepić, ale ogólnie oczywiście zabrakło nam, nie wiem, jakby to była osa czy pszczoła, no to byśmy powiedzieli, że zabrakło nam, żądła, żeby ukąsić czy ugryźć przeciwnika, bo mówimy o tych właśnie strzelcach, których nam zabrakło. Wiadomo, że samym atakiem nie wygrywa się meczu. Najwięcej się rzuca w oczy to, co powiedziałem właśnie w szatni, i to już Grzesiek wspomniał - zły powrót do obrony, bo akurat Kotwica dobrze z tego w tym meczu korzystała.
Nie mam takiej informacji, kto kiedy będzie dostępny i myślę, że to jest problem, że może trzeba jakąś decyzję podejmować, no bo niestety ja nie jestem lekarzem i też nie mogę wymusić tego na zawodnikach, żeby szczerze powiedziawszy nie mam takiej informacji na dziś. Powiem szczerze, ciężko, tak jak powiedziałem, nie mogliśmy grać nawet 4 na 4 na całym boisku, bo gracze, którzy dzisiaj nawet zagrali, są na bardzo mocnych środkach przeciwbólowych i tutaj mówię o Aleksie Antypovie co do którego nie wiedzieliśmy jeszcze wczoraj do późna, czy on w ogóle zagra. Jeżeli on by jeszcze nie zagrał, to byśmy mieli jeszcze mniejszą notację. Teraz to wiadomo, że po analizie zawsze jest się dużo mądrzejszym po fakcie, więc na pewno parę korekt by było, ale mówię, teraz to jest tylko takie naprawdę gdybanie, więc myślę, że tutaj nie ma sensu, żeby... Nie mogliśmy chyba się nawet lepiej przygotować, tak powiem, w takim zestawie ludzkim, z takim zdrowiem, które mieliśmy nawet z tymi ludźmi, którzy po prostu mogli dzisiaj wystąpić.
