Wendell Mitchell, zawodnik Zdrovo Polonii 1912 Leszno: To był całkiem dobry mecz. Rzeszów jest naprawdę dobrym zespołem. Rozpoczęli spotkanie bardzo dobrze. Uważam, że trenerzy przygotowali dla nas naprawdę dobry plan na ten mecz. Trzymaliśmy się go przez całe spotkanie i ostatecznie odnieśliśmy przekonujące zwycięstwo.
Maciej Dudzik, trener Zdrovo Polonii 1912 Leszno: Podziękowania dla Rzeszowa. Dobry mecz. Wiemy, że borykają się ze swoimi problemami zdrowotnymi. To będzie na pewno bardzo groźny zespół i było to dzisiaj widać przez sporą część meczu. Jeśli chodzi o nas, w pierwszej połowie nie do końca realizowaliśmy założenia, które mieliśmy na ten mecz. Daliśmy się otworzyć Oleksandrowi Antypowowi. Mieliśmy stać przy nim bliżej, mieliśmy nie dopuszczać do łatwych rzutów, które finalnie oddawał. Do tego troszkę szwankowała gra na desce w pierwszej połowie i trochę za mało dzieliliśmy się piłką. Jeżeli wierzyć statystykom, mieliśmy tylko sześć asyst przez całą pierwszą połowę, co do tej pory nam się nie zdarzało. Natomiast druga połowa to już zupełnie inny mecz. Wiedzieliśmy, oglądając poprzednie mecze Resovii, że zazwyczaj w pierwszej połowie bardzo dobrze wyglądają. Natomiast z biegiem minut jest coraz większa szansa, żeby to zwycięstwo przechylić na swoją korzyść i tak też było. Wrzuciliśmy piąty bieg w trzeciej kwarcie, a w czwartej zresztą też. Zaczęliśmy grać szybciej, lepiej dzielić się piłką. Dzięki temu momentalnie powstały otwarte rzuty, czy to spod kosza, czy z obwodu. Do tego świetna skuteczność moich graczy. Druga połowa zdecydowanie lepsza, na dużo większej energii, mądrzej, z realizacją tych założeń. Atakowaliśmy tam, gdzie chcieliśmy atakować. Broniliśmy zawodników w większości sytuacji tak, jak chcieliśmy ich bronić od samego początku. Dzięki temu dzisiaj dwa punkty zabieramy ze sobą do Leszna. Jeśli mogę tylko coś dodać – siedmiu moich zawodników ze zdobyczą powyżej dziesięciu punktów. Myślę, że często się to nie zdarza i trzeba o tym mówić, bo naprawdę potrafimy jako zespół być bardzo niebezpieczni dla wszystkich i groźni, ale musimy grać jako zespół, a nie indywidualnie. I tak też dzisiaj, szczególnie w tej drugiej połowie, było.
Myślę, że każdy trener byłby zadowolony, gdyby w kolejnym meczu sześciu, siedmiu zawodników zdobywało powyżej dziesięciu punktów. To oznacza, że z każdej pozycji jesteśmy groźni. To nie jest gra oparta tylko i wyłącznie na graczu podkoszowym czy rozgrywającym. Każdy jest groźny i w każdej chwili możemy zaatakować inaczej. Jestem bardzo zadowolony i cieszę się, że chłopaki też coraz bardziej zaczynają sobie ufać. Widać to po prostu podczas meczu – dzielimy się piłką. Mając wolną pozycję, szukamy jeszcze lepszej. Czasami niestety trochę za dużo, natomiast wolę, żeby szło to w tę stronę niż w stronę egoistycznej gry. Mieliśmy kilka zastrzeżeń wewnątrz drużyny, jeśli chodzi o dwa pierwsze spotkania. Natomiast w tym meczu wyglądało to zdecydowanie lepiej. Wyszliśmy z lepszą koncentracją, z większą energią od samego początku. Może byliśmy troszkę przemotywowani, stąd pojawiły się problemy w pierwszej połowie z realizacją założeń. Natomiast finalnie na szóstkę dzisiaj chłopaki zagrali i tylko się cieszyć.
Chciałbym podziękować naszym kibicom, którzy tutaj przed chwilą skandowali. Przyjechali za nami z Leszna. Dziękujemy. Słychać wasz doping, doceniamy. Jeździjcie dalej.
Jan Góreńczyk, zawodnik OPTeam Resovii Rzeszów: Gratulacje dla drużyny z Leszna. Byli lepszą drużyną. Przepraszamy naszych kibiców za naszą drugą połowę i brak walki. Odpuściliśmy w pewnym momencie i wstyd było w ogóle na to patrzeć. Będzie tylko lepiej. Już nie ma czasu na błędy. Musimy zacząć grać po prostu z dużo większą agresją, stawiać swoje warunki i tyle. Nie ma tutaj żadnych wymówek.
Przemysław Łuszczewski, trener OPTeam Resovii Rzeszów: Chciałem podziękować kibicom, bo na pewno nie był to łatwy mecz do oglądania, szczególnie w końcówce. Dziękuję bardzo za wsparcie i wiarę do końca. Jesteśmy już po odprawie, więc Janek w zasadzie powtórzył moje słowa. Dla mnie ta czwarta kwarta to był wstyd. Nie to sobie powiedzieliśmy. Szczególnie grając u siebie nie możemy spuszczać głów. Pod tym kątem nie znałem tego zespołu. Mamy tak doświadczonych zawodników, a w pewnym momencie odpuszczamy tylko dlatego, że przegrywamy dwucyfrową liczbą punktów. To się nigdy nie powinno zdarzyć. Co do całego meczu, drużyna z Leszna była przez cały czas bardzo agresywna, zarówno w ataku, jak i w obronie. Oni po prostu nie odpuścili. My w pewnym momencie gdzieś się poddaliśmy. Byliśmy również agresywni w ataku i w obronie. Dwie kwarty były na wyrównanym, dobrym poziomie z obu stron. W trzeciej w pewnym momencie uciekło nam trochę koncentracji, może też coraz bardziej brakowało sił i drużyna z Leszna zaczęła przeważać. Tak jak powiedziałem, czwarta kwarta tak naprawdę może nie jest do zapomnienia, bo trener nigdy nie zapomina o takich rzeczach. To już jest taka czerwona lampka, że trzeba coś z tym zrobić i wiedzieć, jak ten problem rozwiązać. Musimy znaleźć tych pięciu ludzi, którzy niezależnie od tego, czy będziemy z przodu, czy z tyłu, będą cały czas agresywni w obronie i w ataku. Szczególnie grając dla naszych kibiców, w naszej hali.
Przez trzy tygodnie mieliśmy problem, żeby w ogóle zagrać na treningu pięć na pięć, więc to było dużym problemem. W tym tygodniu już się udało, ale nie oszukujmy się – były to treningi na 70–80 procent. Zawodnicy, którzy byli zdrowi, dostosowywali się do tempa zawodników wracających do zdrowia. Mam pełen szacunek dla Kacpra i Filipa, którzy zagrali bardzo dużo minut. Nie spodziewałem się, że będzie potrzeba, żeby spędzili aż tyle czasu na boisku, chociaż wykonywali dobrą robotę. Ci, którzy grają dobrze, powinni być na boisku. Co trzeba zrobić? Trzeba po prostu pracować. Nie ma czasu. Teraz musimy nadrabiać zaległości, jeśli chodzi o grę pięć na pięć i eliminowanie błędów, nad którymi nie mogliśmy pracować przez ostatnie pięć tygodni. Sami podeszli do mnie na treningu i powiedzieli, że ostatni oficjalny mecz grali pół roku temu. Kacper zagrał dziesięć minut w jednym sparingu. To są dla nas kluczowi gracze i ich potrzebujemy. Teraz musimy szybko wziąć się do pracy i krok po kroku wracać do poziomu koszykówki, który powinniśmy prezentować, kiedy jesteśmy zdrowi.
Mamy doświadczony zespół i myślę, że każdy z zawodników ma świadomość tego, że mamy tutaj takie nazwiska, że oczekiwania są duże. Oczywiście największa odpowiedzialność zawsze spoczywa na trenerze, ale oni też nie przychodzili do Resovii po to, żeby przegrywać mecze. Wszyscy jesteśmy świadomi tego, jaki jest nasz cel na ten sezon – chcemy dostać się do play-offów. Na razie mamy trzy porażki i trzeba będzie nadrabiać je właśnie w spotkaniach z mocniejszymi ekipami. Oczywiście pełen szacunek dla Leszna, bo mają bardzo mocną drużynę. Przez wszystkich ekspertów są wymieniani w trójce potentatów tej ligi, czyli kandydatów do awansu. Na pewno będziemy mieli dużo rozmów. Dla mnie praca z takimi zawodnikami również jest nauką, jeśli chodzi o to, jak do nich dotrzeć. Myślę jednak, że oni przeżyli już tyle wojen przegranych i tyle wygranych, że sami w swoich głowach będą wiedzieli, że musimy się podnieść. Teraz czeka nas WKK Wrocław, które również wygrało swoje spotkanie. Potencjalnie jest to mecz, który chcemy i powinniśmy wygrać, ale w tej lidze nie jest tak, że ktoś komuś odda zwycięstwo, szczególnie grając u siebie. Dużo pracy przed nami. Analiza pomeczowa, wideo i dużo rozmów, żeby pomóc zawodnikom. To nie jest tylko tak, że trenerzy cieszą się po wygranej albo smucą po przegranej. To również praca z drużyną, żeby mentalnie odpowiednio podejść do następnego spotkania. Czyli analiza, dużo rozmów i przygotowanie do kolejnego meczu.
Myślę, że to, co było w poprzednim sezonie, jest już przeszłością. Rozumiem, o co chodzi. Pamiętam jednak kryzys zdrowotny z poprzedniego sezonu, który przyszedł w pewnym momencie rozgrywek. My mamy ten kryzys po prostu na początku sezonu. Bardzo chciałbym, żeby ta hala była naszą twierdzą. Rozumiem, że w poprzednim sezonie mecze przy Towarnickiego były wygrywane, ale my tak naprawdę mamy dostępnych zawodników dopiero od dwóch czy trzech dni. Prawie wszystkich, bo jeszcze brakuje Saszy Miszuli, a dodatkowo Grzesiek Ząbczyk niefortunnie podkręcił kostkę w środę podczas meczu drugoligowego. Mając już jedenastu zawodników do treningu, dopiero zaczynamy mieć jakiś komfort pracy. Tego, czego nie przepracowaliśmy przez kilka tygodni przed sezonem, nie da się odrobić od razu. Pewne rzeczy powinny być już wypracowane, powinniśmy eliminować błędy i ich nie powielać, a my tak naprawdę zaczynamy tę pracę od początku. Wiem, że ktoś może odebrać to jako tłumaczenie, ale niestety taka jest prawda. Każdy, kto jest blisko klubu i rozmawia z zawodnikami, wie, że dopiero od dwóch czy trzech dni mogliśmy normalnie trenować pięć na pięć. Jak widać, bardzo potrzebujemy tej wspólnej pracy. Dlatego nie będzie teraz żadnego dłuższego odpoczynku. W poniedziałek musimy wrócić do pracy, żeby być gotowi na WKK.
